Jesteś siłaczką, czy silną wewnętrznie kobietą?

Czy wiesz, co często sprawia trudność współczesnym kobietom?

Przeglądając jeden z popularnych magazynów traktujących o rozwoju osobistym natknęłam się na informację o Brené Brown (autorce książek „Z wielką odwagą” oraz „Dary niedoskonałości”), wychowywanej w rodzinie, w której mottem było zdanie „Załaduj i jedź”. Jeszcze kilka lat temu była ona przekonana, że każdego ranka trzeba wstać, zacisnąć zęby i robić to, co należy – czyli „załadować i jechać”. A wszystko, co nie było zaciśnięciem zębów, było oznaką słabości.

Moją pierwszą reakcją było zdziwienie, bo spojrzałam na tę sytuację z boku, z dystansem do mojego życia i życia innych kobiet. Dopiero będąc w weekend na spacerze na łonie natury uświadomiłam sobie, że przecież wiele kobiet (również ja jeszcze z 5 lat temu) tak funkcjonuje.

Mamy codziennie z tysiąc spraw na głowie, zwłaszcza, gdy mamy rodzinę, wymagającą pracę lub specyficzną sytuację życiową. Wiecznie zapełniająca się kolejnymi punktami „TO DO LIST” (lista zadań do zrobienia), do której dopisujemy również zobowiązania wobec innych. W poczuciu obowiązku realizujemy swoje (i nie tylko) zadania, często „padając przy tym na twarz”. Zgadza się?

„A jakie mam wyjście” – być może zapytasz. „Przecież dam sobie z tym radę” – możliwe, że dodasz. „Już się zobowiązałam, więc nie mogę ich zawieść” – tak, tak często i to słyszę od moich klientek (szczególnie uczestniczek programu „Grzeczna dziewczynka mówi DOŚĆ”).

Wielokrotnie przekonałam się, że my kobiety wobec wszem i wobec kreślonego ideału silnej kobiety, mamy problem z…proszeniem o pomoc. Bo co sobie inni o nas pomyślą? Że nie dajemy rady? Że jesteśmy słabe? Że mniej wiemy, umiemy i możemy? Och nie. Lepiej wyróbmy 200% normy i z uśmiechem wobec innych, po powrocie do domu rzućmy się wykończone do łóżka (o ile wcześniej nie będziemy mieć jeszcze obowiązków rodzinnych na głowie)!

Podłożem do takiego sposobu myślenia i działania może być zaniżone poczucie własnej wartości. Pracując ponad swoją miarę możemy zyskać coś, czego same sobie nie dostarczamy w dostatecznej ilości: akceptację, pochwałę ze strony innych, docenienie. Kreujemy siebie na silniejsze, niż w rzeczywistości. Jak to zmienić?

Pierwsza kwestia to gruntowna praca nad poczuciem własnej wartości, czyli postrzeganiem siebie jako równie ważnej, co każdy inny człowiek, zaakceptowanie siebie taką, jaką jest się naprawdę. Dla wielu kobiet nie jest to łatwe, lecz jest możliwe (np. przy wsparciu psychologa lub coacha).

Druga kwestia, to porządne zastanowienie się, które z naszych zadań są absolutnie konieczne do zrealizowania przez nas, a które można przekazać innym. Może ktoś inny mógłby ugotować czasem obiad, sprzątnąć, odrobić lekcje z dziećmi, wykonać w pracy czynności, które w nas nie wywołują już ekscytacji.

IMG_2567_resizeWarto również zastanowić się, jakiego rodzaju zadania i obowiązki chcemy na siebie przyjmować, co nas rozwija, a co realizujemy tylko dlatego, „że tak trzeba”.

Wcale nie musimy brać na siebie tak potężnej dawki odpowiedzialności za sprawy innych. Zwłaszcza, że czasem nie zyskujemy nic w zamian (nawet „dziękuję”).

Polecam również zastanowić się, dokąd ma prowadzić to nasze życie i co z wykonywanych obecnie czynności/zadań/projektów nas tam prowadzi. W ten sposób możemy skierować swoją energię na właściwe tory i krok po kroku stać się kobietą silną wewnętrznie.

Zapisz się na Inspirujący Newsletter

 

12 thoughts on “Jesteś siłaczką, czy silną wewnętrznie kobietą?

  1. Jadwiga - Laboratorium Zmieniacza says:

    Marto, podpisuję się po tym, co napisałaś, wszystkimi kończynami ;) Cały system powinności (muszę, trzeba, należy, wypada) odbiera poczucie sprawczości w życiu. Jakby człowiek non stop realizował jakiś misterny plan – i to wcale nie swój plan. Zaniżone poczucie własnej wartości i definiowanie jej przez to, co o mnie sądzą inni (lub myślę, że sądzą) jest typowe dla niezdrowych perfekcjonistów. Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że rzeczywiście to właśnie my kobiety mamy z tym najwięcej trudności :(

  2. Magdalena Rolnik says:

    Jakiś czas temu wywaliłam ze słownika słowo MUSZĘ. Chociaż ostatnio raz go użyłam, w weekend, kiedy nie spałam dwa razy po 24h z pięciogodzinną przerwą, stwierdziłam, że „muszę” odpocząć ;) Ale to też wiązało się ze mną. Bo odkąd przestałam cokolwiek „musieć”, zaczęłam zauważać swoje potrzeby i zapragnęłam je zaspokoić. I teraz wiem czego chcę, czego potrzebuję, gdzie jestem niezastąpiona i w czym mogą mi pomóc inni :D

    • Marta Jagodzińska says:

      Magdo, jak tego dokonałaś, że wywaliłaś ze słownika słowo MUSZĘ? Dla wielu kobiet nie jest to takie proste. Czy masz na to jakiś swój sposób, coś co Ci pomogło?

  3. Werka tu i tam says:

    Powoli uczę się tego i czasami nawet jak nie potrzebuję pomocy, to o nią proszę. Myślę, że to jest bardzo potrzebne w związku. Pokazać drugiej osobie, że jest nam potrzebna. Każda okazja jest dobra nawet otwarcie zwykłego słoika. ;)

    • Marta Jagodzińska says:

      Brawo dla Ciebie Werka :) Pokazywanie drugiej osobie, że jest potrzebna jest jednoczesnym pokazywaniem: jesteś dla mnie ważny.

  4. IMOMO says:

    MUSZĘ umrzeć. I to jest jedyna rzecz, którą MUSZĘ. Pozostałe rzeczy CHCĘ robić. Chcę pracować, chcę wychowywać dzieci i chcę dbać o relację z bliskimi. Już od kilku lat. Albo dopiero od kilku lat…:)

  5. Esencja says:

    Wydaje mi się, że to drugie :-) Nie mam problemu z proszeniem o pomoc, delegowaniem zadań, organizowaniem czasu dla siebie, inwestowaniem w swój rozwój czy przyznawaniem się do błędów i słabości. Każdy je ma, tylko nie każdy potrafi powiedzieć o nich głośno. Tak mam słabości, choć jestem silną osobowością. A jak się przewrócę, podnoszę się, otrzepuję i idę dalej. Nauczyło mnie tego życie – doświadczenie zawodowe (praca w korporacji) i życiowe (związki i bycie bycie mamą trójki dzieci).

    • Marta Jagodzińska says:

      Esencjo, podoba mi się Twoje podejście i dostrzegam w nim wiele elementów wspólnych z moimi. Wypracowałam to w sobie, choć czasem nie było łatwo. Napisałaś, że masz słabości, choć jesteś silną osobowością. Jak dla mnie to się nie kłóci. Każdy człowiek ma jakieś słabości i to jest normalne. Ważna jest świadomość, że tak jest i te słabości zidentyfikować. Zastanowić się, czy chcemy i możemy podjąć pracę nad nimi, czy bardziej skoncentrować się na rozwoju mocnych stron. Nie walczyć z wiatrakami. Dziękuję, że podzieliłaś się swoim podejściem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *